Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miejsca. Pokaż wszystkie posty

Opowieści

Jestem pisarką. Przepraszam, byłabym, gdybym nie była chaosem. Wiem, co chcę napisać, wiem nawet jak, wiem... zaczynam, już chcę chwycić narzędzie ilustrujące moje myśli, składające je w rząd uniwersalnych znaków. Milimetry dzielą nas i... koniec kariery. Zamykam nienapisaną książkę, kończę niezaczętą notatkę. Tyle samo razy chciałam, ile nie mogłam. Niepojęta ilość słów, historii, ba, nawet mądrości, toczy się w mojej głowie codziennie, przelatując drobnym druczkiem przez widnokrąg. Nie mogę ich dogonić. Zaczęłam nawet biegać, myślałam, że kondycja się poprawi, pogonimy się trochę dla zabawy, a pod koniec dnia będę mogła zebrać wyczerpane myśli z podłogi i ułożyć je na swoich miejscach. Może gdybym nauczyła się tresować, to wieczorami same przychodziłyby do mnie i grzecznie, jedno za drugim, druga po trzeciej, zapełniałyby strony i wersy im przeznaczone, ale... nie. Jestem chaosem. Kiedy wiatr dmuchnie w niebieski kwiat, rozsieje go po całym polu, to po zimie nie przebiją się przez śnieg kolorowe plantacje chabrów. Nie. Tylko niebieskie. Niebieskie pole niebieskich chabrów. Dlaczego niby moje słowa, które nie wiadomo skąd mnożą się i powielają, miałyby być uporządkowane? Z chabra chaber, z chaosu - chaos. I całkiem fajnie, kiedy z rozczochranej głowy chwiejnym krokiem wychodzi bałagan. Sęk w tym, że właśnie... nie wychodzi. Fale uderzają o brzeg, gałęzie łamią się od wiatru, zbiera się na burzę. A to wszystko w mojej głowie. O dziwo, nie doskwierają mi żadne bóle. Tylko czasem trzęsą się ręce, gdy przychodzi ochota na wylew słów, wchodzę do środka bezładu i gonię. I nie mogę złapać. Pozostaje tylko czucie przekazywać wiatrem.







Szczawnica

Jestem towarzyska inaczej.
Bardzo lubię ludzi. Lubię spędzać z nimi czas, lubię kiedy są obok. Chciałabym umieć to pokazać, ale jak na przekór zazwyczaj trzymam "bezpieczną odległość" od grupy, oczy kieruję w nieznane tereny i wciskam off. Obserwuję. W rozmowach też wolę być słuchaczem, mimo, że w głowie mam pokłady niewypowiedzianych słów. Koślawo złożone zdania i zająknięcia wolę zostawić pod czupryną. Za to lubię pisanie. Pozwala na bezpieczne filtrowanie myśli i zmianę niedopasowanych słów. To takie trochę okłamywanie. Bardziej szczera byłabym pisząc z błędami, zapominając o przecinkach, dużych literach i innych koniecznościach...ale możecie mi zaufać. Poniższe zdjęcia nie kłamią. Co prawda nikt nie stał z aparatem, kiedy męczyłam się przez dwie godziny podróży, ale kiedy już odzyskałam siły, stanęłam za szkiełkiem i starałam się wyłapywać to, co uznałam za warte zobaczenia raz jeszcze. 

















 Jestem na zdjęciu, łał!
 Chwilowo byłam szefem miniaturowej kuchni. Co prawda, moja cukinia nie miała poparcia u innych (z wyjątkiem lub dwoma), ale ja byłam spełnionym kucharzem, bo było zdrowo i jak dla mnie, smacznie.