Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o mnie. Pokaż wszystkie posty

Rejs.

Przede mną czas wielu decyzji, niektóre z nich są już w połowie podjęte, a przed innymi się bronię. Czas wyzwań. Mam czasem ochotę zamknąć oczy i przestać słuchać. Chwycić za ster. Nie zawracać. Wystarczyłoby wyłączyć silnik i dać się ponieść falom. Dryfować w zgodzie z naturą, z porywami wiatru i serc. Rytm krwi tętniącej w żyłach zrównać z wodą uderzającą o burtę. Nie bać się sztormu, bo czy można bać się samego siebie? Ktoś każe wyciągać liny, brzeg jest blisko, ale przecież zawsze będzie. Ten czas jest oceanem z każdej strony otoczonym portem. Zanim dotrę, chcę jeszcze przez chwilę zatrzymać w płucach powietrze. Kiedy i gdzie wyrzuci mnie ta łajba? Tylko wiatr wie.






Opowieści

Jestem pisarką. Przepraszam, byłabym, gdybym nie była chaosem. Wiem, co chcę napisać, wiem nawet jak, wiem... zaczynam, już chcę chwycić narzędzie ilustrujące moje myśli, składające je w rząd uniwersalnych znaków. Milimetry dzielą nas i... koniec kariery. Zamykam nienapisaną książkę, kończę niezaczętą notatkę. Tyle samo razy chciałam, ile nie mogłam. Niepojęta ilość słów, historii, ba, nawet mądrości, toczy się w mojej głowie codziennie, przelatując drobnym druczkiem przez widnokrąg. Nie mogę ich dogonić. Zaczęłam nawet biegać, myślałam, że kondycja się poprawi, pogonimy się trochę dla zabawy, a pod koniec dnia będę mogła zebrać wyczerpane myśli z podłogi i ułożyć je na swoich miejscach. Może gdybym nauczyła się tresować, to wieczorami same przychodziłyby do mnie i grzecznie, jedno za drugim, druga po trzeciej, zapełniałyby strony i wersy im przeznaczone, ale... nie. Jestem chaosem. Kiedy wiatr dmuchnie w niebieski kwiat, rozsieje go po całym polu, to po zimie nie przebiją się przez śnieg kolorowe plantacje chabrów. Nie. Tylko niebieskie. Niebieskie pole niebieskich chabrów. Dlaczego niby moje słowa, które nie wiadomo skąd mnożą się i powielają, miałyby być uporządkowane? Z chabra chaber, z chaosu - chaos. I całkiem fajnie, kiedy z rozczochranej głowy chwiejnym krokiem wychodzi bałagan. Sęk w tym, że właśnie... nie wychodzi. Fale uderzają o brzeg, gałęzie łamią się od wiatru, zbiera się na burzę. A to wszystko w mojej głowie. O dziwo, nie doskwierają mi żadne bóle. Tylko czasem trzęsą się ręce, gdy przychodzi ochota na wylew słów, wchodzę do środka bezładu i gonię. I nie mogę złapać. Pozostaje tylko czucie przekazywać wiatrem.







Szklane kulki




Kiedy myślę o ostatnich dniach, mam w głowie co najmniej taki sam nieład, jak na niej (patrz: zdjęcie wyżej). Wstaję przed 7, jem śniadanie, piję kawę, robię co mogę, wychodzę. Chciałam pracę i mam. Jakąkolwiek, na wakacje - mam. Chyba powinnam podziękować Bogu za taki dziwny dar. Nie muszę błagać na kolanach. Wystarczy ciche "proszę" w głowie i mam wszystko. Kiedyś tak nie było, ale z czasem zaczęłam trochę wymagać. Chciałam być silniejsza, pewna siebie, odważna kiedy trzeba. Uśmiechałam się do innych, ale chciałam zacząć uśmiechać się do siebie.
A kim ja jestem? Jestem każdym wspomnieniem. Każda łza, radość, każdy krok do przodu i w tył, każda naiwność i zaufanie, każdy uścisk dłoni i niezrozumienie, każda miłość i nienawiść, której nie ma - to cegły, które mnie zbudowały. Taką, a nie inną. Kiedyś mówili gdzie mam iść, co robić, na co patrzeć. Nadal mówią. A ja nadal ukradkiem składam prośby i po cichu przemycam to, co dostaję od życia. Chowam je w kieszeni, blisko serca. Jest ktoś, przy kim ostrożnie mogę je wyciągnąć, tak jak dawniej z kieszeni wyciągało się szklane kulki i powiedzieć: "Zobacz, byłam dziś sobą. Przez cały dzień!". Nie chciałam nigdy róż, prezentów i nazywania księżniczką. Chciałam człowieka. Nie na własność, tylko obok, z ramieniem pozwalającym na oblanie łzami, z oczami wchłaniającymi każdą szczerość, z sercem.
Teraz, kiedy mam już kogo trzymać za rękę, myślę, gdzie mam zaprowadzić moje i trochę czyjegoś "ja". Miliony "chcę" krzyżują swą drogę z "muszę", po czym zostają zdeptane przez wielkie i ciężkie "nieprawda". Próbuję się przedrzeć przez ten tłum i zrzucić z siebie wszystkie obce drogowskazy. Nie twierdzę, że wskazują zły kierunek. Są po prostu czyjeś. Nie moje. A ja po raz kolejny chcę. Nie jestem naiwna, wiem że będą deptać, kusić, oszukiwać, kazać przestać, ale... ten mur już stoi, zwarty, cegła przy cegle.
Szczęście jest warte każdej porażki, a poszukiwanie, nawet kiedy zbacza się w najciemniejsze zakątki, nigdy nie jest na tyle niebezpieczne, żeby nie było warto. Idę dalej.